Zmiana perspektywy :)


Myślała o tym, co było jeszcze w kwietniu  Te dni pełne nierealności i niepewności i strachu, codzienności ubieranej mimo wszystko w uśmiech i aktywność, żeby jakoś przetrwać. Spacerniak w ogródku. Pieczone bułki. I płacz w poduszkę nocą, a poduszka pachniała lawendą, która miała pomóc snom. 
Teraz pachniało lasem sosnowym. On biegał tak swobodnie, wskakiwał do wody, taplał się w niej. Był tak bardzo w tym wszystkim. Rozsmarowała olejek na brzuchu, który wyglądał całkiem nieźle, mimo że przez tyle miesięcy nie było opcji na siłownię. Teraz z przyjemnością latała do niej codziennie. Nagle poczuła uderzenie w rękę. Spojrzała na synka ze z zmarszczonymi brwiami. Czuła irytację, że trafił w nią piłką. Ale kiedy przypomniała sobie te dni strachu i niewiadomej, złość puściła. Wstała, kopnęła piłkę w kierunku dziecka i sama wbiegła do wody. Było błogo. Czuła relaksującą moc wody na całej skórze. Szczypiące zimno, ożywczy chłód, a potem już kojący dotyk kropek toni. Łzami szczęścia wypłynęła wdzięczność. Przytuliła rozgrzane ciało synka, który zaczął krzyczeć, że zimno i że on protestuje. Gonili się, śmiali. Wdech i wydech. Tu i teraz. Wiedziała już, że właśnie to chlapanie wodą i mokre od jeziornej kąpieli majtki były tym co trzymało ją w te dni ciemne straszne i niewiadome. 

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Życie na szpileczkach

Bezpieczna przestrzeń pisania